Weekend z Grzmotkiem

20140309_090311

Zaczęło się jak w każdą sobotę, rano, lekcjami pływania. Potem zawieźliśmy Mame na lotnisko, na lot do Liverpool’u… i zaczął się męski, zielińskich weekend.

 

Nie żebyśmy nagle zaczęli szaleć… ale kolejne 24h miały oddzielić chłopców od mężczyzn…

Najpierw szybkie zakupy. Przecież nie bedziemy (ja) głodni chodzić i prezent dla Olivera, jak już jedziemy na torta urodzinowego to z pustymi rękoma nie wypada… No i pojechaliśmy. Tort, kawa, sto lat, zabawa, swawola, hulanka… no i Zack przysnął… ileż można się uśmiechać i robić dobre wrażenie. Tata jeszcze chwilkę posiedział, pogadał i czas był do domu… Czas kąpieli zbliżał się nieubłaganie.

Potem to już standard, przygotowanie, kąpiel karmienie i spać.

Obiecałem sobie, że spać pójdę razem z Zack’iem… ttaaaaa… tort i kawa… kawa…. to się położyłem wcześniej…

Na szczęście Zack postanowił przespać całą noc. Całkiem inaczej niż wracający z imprezy sąsiedzi nad ranem… pobudka Zack’a dopiero o 5.15 nad ranem. Szybkie karmienie i błogie spanie do 9.00, klasa!

W ciągu dnia to już klasyka, zabawa, gaworzenie, trochę czasu na brzuszku. Czysta przyjemność. Drugie śniadanie i drzemka. Trochę czasu na zrobienie listy zakupów, drugie śniadanie dla taty.

No i kolejna porcja zabawy z Grzmotkiem. Ten gość wymaga stu-procentowej uwagi! No ale nie można się z nim nudzić… nie pozwala na to!

Popołudnie to trochę zabawy, lunch i pora na zakupy. Po zakupach wizyta u znajomych na kawkę. Zachwytów nad Grzmotkiem ciąg dalszy… Potem przyszedł czas na przygotowanie obiadu no i jazda na lotnisko po Mamę.

Tym razem to Marta mogła wcielić się w moją rolę… powrót wieczorem do domy, chwila z Zack’iem, kąpiel, kolacja i spać.

Męski weekend zakończony. Zack jak zawsze perfekcyjny. Kolejne dobre wrażenia zestawione.

Gość sprawia, że jest dobrze!